Nie jest to dla mnie łatwy tekst do napisania, ale czuję, że jestem to winna sobie i wszystkim, którzy są częścią Foxpolis.

Ten rok będzie dla mnie zamknięciem pewnego etapu. W moim domu pojawią się jeszcze dwa ostatnie mioty, po Manili i po Limie i na tym etapie zatrzymuję hodowlę w tej formie, jaką znacie, na dłuższy czas, a być może na zawsze. Na dziś wiem tylko, że potrzebuję tej przerwy i zmiany.

Nie oznacza to jednak, że całkowicie znikam. Będą jeszcze mioty po Titi, ale to jest już coś, co dzieje się naturalnie poza moim domem. Będę przy tym obecna, będę wspierać, dzielić się wiedzą i doświadczeniem, tak jak zawsze. Andżelika, trzymam za Ciebie mocno kciuki.

Ja natomiast potrzebuję pójść teraz w innym kierunku.

W tym roku, i bardzo możliwe że również w kolejnych latach, moje psy nie pojawią się na żadnej wystawie i powiem wprost dlaczego. Od ponad 10 lat jeżdżę na wystawy i obserwuję, co się dzieje, zarówno z pozycji wystawcy, jak i często z boku, jako obserwator. I właśnie dlatego brakuje mi już siły, patrząc jak układowość niemal zawsze triumfuje.

BOB, BOS, Best Junior, dalej BOG i BIS i inne zwycięskie tytuły. Te wszystkie wygrane coraz częściej przestają być uznaniem za jakość, a stają się elementem gry, układu i zależności. Wyniki, które powinny być efektem tego, co widać na ringu, coraz częściej są przewidywalne jeszcze zanim psy na ten ring wejdą.

I żeby było jeszcze bardziej absurdalnie, zdarzają się sytuacje, w których sędzia potrafi bez żadnego skrępowania powiedzieć „gratuluję pierwszego wolnego miejsca”, bo dla wszystkich jest jasne, że zwycięzca był ustalony dużo wcześniej. Często psy nawet niepoprawne wygrywają na ważnych wystawach rangi międzynarodowej. Ważne jest to, kto trzyma ringówkę, a nie to, co jest na jej końcu. I naprawdę nie trzeba daleko szukać, żeby wyciągnąć proste wnioski. Ten sam whippet pokazywany przez znanego handlera wygrywa, a pokazywany przez właściciela, który nie jest „nazwiskiem”, nagle przegrywa. Sama tego doświadczałam odkąd jeżdżę na wystawy i wniosek jest jeden, pies jest w tym wszystkim najmniej istotny.

I nie oszukujmy się, system zgłoszeń też w tym pomaga. Psy na wystawy zgłasza się przez system, do którego dostęp mają organizatorzy, sędziowie i asystenci, więc doskonale widzą wcześniej, kto się zgłasza i z jakim dokładnie psem. Te dane i statystyki nie są dla wszystkich, widzą je tylko nieliczni i dokładnie wiadomo którzy. Ci sami, którzy potem regularnie wygrywają. Niektórzy sędziowie doskonale znają katalogi przed wystawami i dokładnie wiedzą, jakie psy będą oceniać, a potem podejmują decyzje nie na podstawie tego, co widzą, tylko na podstawie wszystkiego wokół. A wzorzec jest na tyle lakoniczny, że zawsze da się podać jakiś rzeczowy argument, żeby lepszy pies przegrał, jeśli wygrać ma inny. Zdarzają się sytuacje, w których wygrywa pies gorszy tylko dlatego, że trzeba coś komuś udowodnić, odegrać się albo pokazać, kto tu jest sędzią.

Najczęściej jednak jest tak, że do określonych sędziów jeżdżą określone osoby i naprawdę, patrząc wcześniej na zgłoszenia, nazwiska i obsadę, jestem w stanie z dużą dokładnością wskazać zwycięzców jeszcze przed wejściem psów na ring. Jak się zapewne domyślacie, rzadko jestem zaskoczona.

Świat idzie w bardzo złym kierunku. Ludzie patrzą wyłącznie na to, czy psy mają tytuły, a te może dostać nawet najgorszy możliwy pies. Piszę ludzie, bo mam na myśli przypadkowych rozmnażaczy, a nie prawdziwych hodowców, których w naszym kraju jest naprawdę niewielu (na szczęście jacyś jeszcze są). Ludzie nie myślą przy kojarzeniu psów, tworzą mioty po znajomych, po reproduktorach, które są pod ręką, bo mieszkają blisko, bez refleksji, bez planu i bez odpowiedzialności.

Hodowcy się wiecznie wzajemnie oczerniają, obgadują, a jednocześnie potrafią udawać przyjaciół. W oczy wszystko jest „w porządku”, a zapytani wprost potrafią bez mrugnięcia okiem kłamać, po czym chwilę później dostajesz screeny rozmów, w których próbują Cię zniszczyć. Bycie uczciwym i możliwość spojrzenia sobie wieczorem w lustro to dziś przywilej dla bardzo nielicznych. Ja już po prostu wymiękkam, bo to środowisko jest strasznie toksyczne. Nikt nie zapyta osoby, której sprawa dotyczy, każdy wie lepiej, każdy oceni, obgada, a często nawet szykanuje publicznie. Ta sama osoba jest Twoim największym wrogiem, a po chwili najlepsi przyjaciele – poziom hipokryzji jest tu ogromny.

I to nie jest tylko kwestia wystaw. To jest szerszy problem całego środowiska, również tego, do którego formalnie należę, czyli ZKwP. Organizacji, która w teorii powinna stać na straży jakości hodowli i dobrostanu psów, a w praktyce zbyt często przymyka oczy na rzeczy, które nigdy nie powinny mieć miejsca.

Polskie prawo, podobnie jak regulaminy ZKwP, nie określają nawet realnych, minimalnych warunków utrzymania psów w hodowlach. I to jest dla mnie przerażające. Bo w praktyce oznacza to, że granice są przesuwane tak daleko, jak tylko ktoś ma ochotę je przesunąć.

Mamy pseudohodowle zarejestrowane w ZKwP! Mamy sytuacje, w których psy w stania agonalnym są odbierane interwencyjnie z fatalnych warunków, a osoby za to odpowiedzialne dalej funkcjonują w środowisku. Początek tego roku i sprawa z Bolimowa, a zaraz potem kolejna interwencja i odebranie whippetów z „hodowli”, która już lata temu miała odebrane kilkadziesiąt psów i mimo to dalej działała, właścicielka jeździła na wystawy i wygrywała.

Dla mnie to jest nie do przyjęcia i to jest moment, w którym mówię stop.

Nie chcę być częścią takiego świata i nie chcę go dalej wspierać swoją obecnością. Mam w sobie naturalną potrzebę sprawiedliwości i nie jestem w stanie dłużej na to patrzeć z boku, udając, że wszystko jest w porządku. Wiem też od wielu znajomych z zupełnie innych ras, że u Was wygląda to bardzo podobnie.

Foxpolis to dla mnie coś znacznie więcej niż hodowla. To psy, ludzie i relacje, które zostają na zawsze. Każdemu Foxpolisowi życzę wspaniałego życia. A Wam chcę powiedzieć jedno. Zawsze odbiorę telefon, a jeśli nie mogę, oddzwonię. Jesteście moją psią rodziną i to się nie zmieni.

Ja nadal uwielbiam pracować z moimi psami pod wystawy i pewnie dalej będę to robić, ale już dla siebie, żeby sama widzieć i oceniać ich eksterier oraz ruch. Spotkać mnie będziecie mogli częściej w lesie, nad jeziorem, może w górach, może nad morzem, ale z pewnością nie na wystawowych ringach.

Ciao!

You may also like...